W Clown and Bard życie toczy się inaczej niż w innych, normalnych domach. Tutaj nie ma ciszy nocnej. Wczoraj pisałam do pierwszej w nocy, a gdy skończyłam, zauważyłam, że Al. kupiła mopa - leżał w kącie w kuchni. Bez wahania złapałam za mopa i poszłam wycierać u siebie podłogę. O pierwszej rano! Do podłogi oczywiście trzeba było zrobić generalny porządek, więc zabrałam się za porządkowanie ciuchów, oddzielanie brudów od czystych rzeczy, wycieranie kurzy z półek i szafek... W tle było słychać kolejny koncert przy recepcji - wczoraj gościli u nas Catherina Feeny and Chris Johnedis.
Często słyszę współlokatorów jak wracają zawiani o piątej nad ranem. Czasem robimy imprezy z samego rana - kiedy nikt nie ma nic zaplanowane na dany dzień. Zazwyczaj spotykamy się w kuchni. Oni wracają z recepcji, ja robię sobie śniadanie. I dochodzimy do wniosku, że fajnie by było coś chlapnąć. Tu i teraz - o - dajmy na to - ósmej nad ranem. Otwieramy wtedy Beherovkę i melinujemy się w jednym z pokoi w naszym mieszkanku.
Kiedyś nie umiałam zasnąć. Kręciłam się z boku na bok, ale niestety nie potrafiłam spać. Postanowiłam zejść na dół napić się piwa, bo wszem i wobec wiadomo, że piwo pomaga zasnąć. Zeszłam zatem o piątej rano na recepcję. Za barem był wtedy D., a przy barze sączył drinki jakiś rusek. Zamówiłam piwo (jakoś nikt się nie dziwił, że zeszłam na piwo o piątej rano) i miałam small-talk z ruskiem i z D. Wróciłam do łóżka około siódmej, żeby w końcu zasnąć.
Czasami, jak jeszcze pracowałam na nocki i C. też i kończyliśmy obydwoje o 8.00, umawialiśmy się przed wejściem do Clown & Bard o 8.30, on przynosił nam śniadanie z Mc Donalds'a, ja stawiałam nam piwa. Tak spędzaliśmy ranek po stresującej nocy w pracy. Nikt też nigdy się nie dziwił dlaczego pijemy piwo przed dziewiątą rano. Tutaj nikt nie zadaje pytań ;) Żyjemy według reguły: No questions asked, no answers given. I wszystkim jest to na rękę. Nikt się o nic nie czepia, nikt nikomu nic nie wytyka. Wiedzieliśmy dobrze na co się piszemy, mieszkając w hostelu. Nie możemy mieć teraz do wszystkich pretensji o to, że mieszkamy w hostelu...
Życie tutaj toczy się naprawdę dziwnie. Nie mamy czasu i przestrzeni, nie liczymy dni, nie zważamy na godziny. Każdy żyje swoim życiem - i jeżeli ktoś postanowi sprzątać o czwartej nad ranem, jedyne, co pozostaje ci zrobić, to powiedzieć "no trudno".
To ma swój urok - te słodkie niewyspania od hałasu w nocy, te trochę mniej słodkie kace, kiedy wypiło się za dużo przy recepcji. Wiem, że będę wspominać to latami. Dobrze wiedzieć, że wokół są ludzie. Słychać to.
Wycinki z życia hostelowej rezydentki. Jak żyje się w hostelu? Jakie są zalety, a jakie wady? Co przeszkadza, a co zachwyca? Postaram się Wam przybliżyć realia życia w hostelu "na stałe".
piątek, 30 maja 2014
środa, 28 maja 2014
Koncerty.
Żeby iść na koncert musisz wyjść z domu? Musisz jechać kilometry? Musisz płacić za wstęp? - Nic bardziej mylnego! Jeżeli mieszkasz w Clown & Bard, koncerty czasem odbywają się przy recepcji. Wystarczy założyć kapcie, zejść to 1,5 piętra w dół i jesteś na koncercie. Ostatnio mieliśmy bardzo dużo koncertów w Clown & Bard. Oprócz Super Pilotki w tym miesiącu zagrały jeszcze dwa zespoły, których niestety nazwy teraz nie przytoczę. Zrobiłam jednak zdjęcia z wieczoru:
niedziela, 25 maja 2014
Ogródek.
Kwiatki próbują ratować sytuację :)
Za to jest piękny widok.
Industrial.
poniedziałek, 19 maja 2014
Na ziemi niczyjej.
Ziemia niczyja. Czyli kuchnia. Ziemia niczyja, czyli wspólna. Spotykamy się w niej, gawędzimy, opowiadamy. Oddajemy sobie zagarnięte wcześniej przedmioty. Jest nas chwilowo czworo. Ja, Maki., Al., i Jer. Mieszkamy sobie rozsadzeni po trzech pokojach, nie wchodzimy sobie w drogę. Ale zawsze spotykamy się w kuchni. Przy okazji wspólnych posiłków. Wtedy plotkujemy, opowiadamy sobie o naszych dniach, wymieniamy poglądy. Czasem spotykamy się wszyscy razem i miewamy wspólne obiady.
Al. i Jer. uwielbiają gotować, więc zawsze zostawiają coś dla mnie i Maki. z kartką "możecie się poczęstować" - za każdym razem to robię i za każdym razem zdaję sobie sprawę, że robię błąd: Al. i Jer. uwielbiają ostre żarcie, ja po prostu nie znoszę. Z braku laku i wrodzonego lenistwa do gotowania częstuję się, po czym mam łzy w oczach, katar i duszności z tego ostrego lunchu...
But still - lubię naszą ziemię niczyją. Wspólna przestrzeń, gdzie zawsze możesz spotkać ludzi.
Kolejną ziemią niczyją jest kibel, ale to delikatny temat... :)
Al. i Jer. uwielbiają gotować, więc zawsze zostawiają coś dla mnie i Maki. z kartką "możecie się poczęstować" - za każdym razem to robię i za każdym razem zdaję sobie sprawę, że robię błąd: Al. i Jer. uwielbiają ostre żarcie, ja po prostu nie znoszę. Z braku laku i wrodzonego lenistwa do gotowania częstuję się, po czym mam łzy w oczach, katar i duszności z tego ostrego lunchu...
But still - lubię naszą ziemię niczyją. Wspólna przestrzeń, gdzie zawsze możesz spotkać ludzi.
Kolejną ziemią niczyją jest kibel, ale to delikatny temat... :)
sobota, 17 maja 2014
Internet none.
Podstawowym problemem Clown&Bard jest problem z internetem. Zazwyczaj go po prostu nie ma. Zaprzyjaźniłam się już z tym znaczkiem:
Wkurzasz się, rzucasz przedmiotami, umierasz z ciekawości co u znajomych na Facebooku, a on ani drgnie!
To jest podstawowy temat przy barze: brak internetu.
- Hej, masz u siebie internet?
- Nie, a ty?
- Też nie, myślisz, że czemu zeszłam do baru?
Tak się faktycznie dzieje. Gdy nie ma internetu, ludzie masowo schodzą do baru się schlać. Z nudów. Bo nie ma Fejsbuczka...
Pamiętam jak kiedyś nie było internetu przez 5 dni! Nie było go nigdzie. Ani przy barze, ani w kącie, ani z kabla. Nic. System padł. Krach. Koniec świata. Tragedia. Kataklizm. - Nie wychodziliśmy z baru przez 5 dni a barman wciąż nalewał piwa. Dla siebie też.
Ale rozmawialiśmy. Bawiliśmy się, graliśmy w karty, kości i rysowaliśmy głupie rzeczy dla zabicia czasu.
I najlepsze jest to, że TO się potem najlepiej wspomina - godziny (dni) spędzone przy barze z innymi ludźmi, wymianę informacji, plotkowanie, śmianie się. A nie, że Facebook i on miał Spaghetti de la Funghi na obiad. Who cares? Clown&Bard oduczył mnie internetu. Pokazał inny świat. Ludzi. Nauczył rozmawiać.
Już nie ma tragedii. Są ludzie. Prawdziwi. Z krwi i kości. Z różnych stron świata. Taki tam sobie Facebook w realu. Codziennie. Namacalnie. Nie potrzebuję już internetu tak bardzo. Czasem jedynie zachodzę do J. po trochę internetu, żeby powysyłać CV, odpowiedzieć na maile, przeczytać wiadomości. I ukradkiem też zerknę, co na Facebooku...
Wkurzasz się, rzucasz przedmiotami, umierasz z ciekawości co u znajomych na Facebooku, a on ani drgnie!
To jest podstawowy temat przy barze: brak internetu.
- Hej, masz u siebie internet?
- Nie, a ty?
- Też nie, myślisz, że czemu zeszłam do baru?
Tak się faktycznie dzieje. Gdy nie ma internetu, ludzie masowo schodzą do baru się schlać. Z nudów. Bo nie ma Fejsbuczka...
Pamiętam jak kiedyś nie było internetu przez 5 dni! Nie było go nigdzie. Ani przy barze, ani w kącie, ani z kabla. Nic. System padł. Krach. Koniec świata. Tragedia. Kataklizm. - Nie wychodziliśmy z baru przez 5 dni a barman wciąż nalewał piwa. Dla siebie też.
Ale rozmawialiśmy. Bawiliśmy się, graliśmy w karty, kości i rysowaliśmy głupie rzeczy dla zabicia czasu.
I najlepsze jest to, że TO się potem najlepiej wspomina - godziny (dni) spędzone przy barze z innymi ludźmi, wymianę informacji, plotkowanie, śmianie się. A nie, że Facebook i on miał Spaghetti de la Funghi na obiad. Who cares? Clown&Bard oduczył mnie internetu. Pokazał inny świat. Ludzi. Nauczył rozmawiać.
Już nie ma tragedii. Są ludzie. Prawdziwi. Z krwi i kości. Z różnych stron świata. Taki tam sobie Facebook w realu. Codziennie. Namacalnie. Nie potrzebuję już internetu tak bardzo. Czasem jedynie zachodzę do J. po trochę internetu, żeby powysyłać CV, odpowiedzieć na maile, przeczytać wiadomości. I ukradkiem też zerknę, co na Facebooku...
niedziela, 4 maja 2014
Everything changes.
Że mieszkanie w hostelu ma swoje wady i zalety, to już wiemy. Jednak największą zaletą mieszkania w hostelu jest poznawanie nowych ludzi, którzy mogą ci pomóc. Ja sama też pomagam. Kupiłam ostatnio za duże buty w H&M - oddałam je Al., która praktycznie nie ma tutaj butów. Dzisiaj dostałam kontakt od Memo. do jego przyjaciela, który szuka recepcjonistki do jego hotelu - a tak się składa, że poszukuję pracy... Wszystko jakoś się układa, wszystko gra.
W hostelu wszystko się zmienia, rotacja ludzi, różnorodność przeżyć. M. został zwolniony, zatrudniona Al. na jego miejsce. J. nie przychodzi już do Clown&Bard - to miejsce trochę przycichło bez niego... Mieszkając w hostelu musisz przywyknąć do wielu rzeczy: do tego, że wszystko się zmienia; do tego, że ciepła woda pod prysznicem jest tylko legendą; do imprez w środku nocy; do tego, że Maki. hałasuje kiedy się upije i do tego, że czasem trzeba pozmywać po innych (jak już wspomniałam, mamy do dyspozycji bardzo mało zastawy, więc jeśli potrzebujesz patelni, musisz ją po kimś umyć...).
Wszystko się zmienia, jesteś w wirze zdarzeń, uczysz się każdego dnia jak przeżyć, poznajesz nowe okoliczności, nowych ludzi, nowe tradycje. Codziennie dowiadujesz się czegoś nowego. Musisz nadążać. Ale! Jak już napisałam - są ludzie, których już znasz i którzy są nieodłącznym elementem hostelu. Bądź pewien, że ci pomogą w potrzebie i że ty też możesz komuś pomóc. Rozmową, gestem... Dobrze jest mieć tych ludzi blisko.
Znalazłam tutaj przyjaciół, znalazłam miłość, znalazłam dom - trzeba więcej?
W hostelu wszystko się zmienia, rotacja ludzi, różnorodność przeżyć. M. został zwolniony, zatrudniona Al. na jego miejsce. J. nie przychodzi już do Clown&Bard - to miejsce trochę przycichło bez niego... Mieszkając w hostelu musisz przywyknąć do wielu rzeczy: do tego, że wszystko się zmienia; do tego, że ciepła woda pod prysznicem jest tylko legendą; do imprez w środku nocy; do tego, że Maki. hałasuje kiedy się upije i do tego, że czasem trzeba pozmywać po innych (jak już wspomniałam, mamy do dyspozycji bardzo mało zastawy, więc jeśli potrzebujesz patelni, musisz ją po kimś umyć...).
Wszystko się zmienia, jesteś w wirze zdarzeń, uczysz się każdego dnia jak przeżyć, poznajesz nowe okoliczności, nowych ludzi, nowe tradycje. Codziennie dowiadujesz się czegoś nowego. Musisz nadążać. Ale! Jak już napisałam - są ludzie, których już znasz i którzy są nieodłącznym elementem hostelu. Bądź pewien, że ci pomogą w potrzebie i że ty też możesz komuś pomóc. Rozmową, gestem... Dobrze jest mieć tych ludzi blisko.
Znalazłam tutaj przyjaciół, znalazłam miłość, znalazłam dom - trzeba więcej?
Subskrybuj:
Posty (Atom)
