Ziemia niczyja. Czyli kuchnia. Ziemia niczyja, czyli wspólna. Spotykamy się w niej, gawędzimy, opowiadamy. Oddajemy sobie zagarnięte wcześniej przedmioty. Jest nas chwilowo czworo. Ja, Maki., Al., i Jer. Mieszkamy sobie rozsadzeni po trzech pokojach, nie wchodzimy sobie w drogę. Ale zawsze spotykamy się w kuchni. Przy okazji wspólnych posiłków. Wtedy plotkujemy, opowiadamy sobie o naszych dniach, wymieniamy poglądy. Czasem spotykamy się wszyscy razem i miewamy wspólne obiady.
Al. i Jer. uwielbiają gotować, więc zawsze zostawiają coś dla mnie i Maki. z kartką "możecie się poczęstować" - za każdym razem to robię i za każdym razem zdaję sobie sprawę, że robię błąd: Al. i Jer. uwielbiają ostre żarcie, ja po prostu nie znoszę. Z braku laku i wrodzonego lenistwa do gotowania częstuję się, po czym mam łzy w oczach, katar i duszności z tego ostrego lunchu...
But still - lubię naszą ziemię niczyją. Wspólna przestrzeń, gdzie zawsze możesz spotkać ludzi.
Kolejną ziemią niczyją jest kibel, ale to delikatny temat... :)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz