Z drugiej strony wygląda to zupełnie inaczej
Schodzimy po schodach do hostelu. Oczom ukazuje się stół z piłkarzykami i pełno luster. Tak, w Clown&Bard zawsze możesz się upewnić, na każdym kroku, że wciąż wyglądasz jak gówno.
Space przy recepcji. To tutaj dzieją się najstraszliwsze, najgorsze i najokropniejsze rzeczy. Tutaj ludzie upijają się w sztok, zaczynają śpiewać na całe gardło, tańczą na blacie... + lustro. Tak dla pewności.
Tablica informacyjna. Kiedyś po "Ask at the bar, we are here to help" było dopisane "but don't" :)
Przestrzeń dla nerdów. Czyli komputerowy raj. 2 stacjonarne komputery i pod wieczór masa laptopów przyklejonych do hipsterskich nóżek.
Sala główna. Tu się tańczy, gra na Playstation, je śniadania, konsumuje zamówione pizze i generalnie przesiaduje się.
Bar itself.
Od baru idzie się w górę po schodach. Zajmuje mi dwa piętra, żeby się dostać do mojej jamy.
Klatka schodowa wygląda mniej/więcej tak:
Wyjście z recepcji:
Jeżeli jesteś rezydentem, nie musisz wchodzić przez recepcję/bar. Na całe szczęście! Kiedy ekipa cię już poznaje na recepcji, usilnie starają się ciebie upić. Był taki tydzień kiedy pozmieniali zamki do głównych drzwi i MUSIAŁAM wchodzić do hostelu przez recepcję 24/7 - to był koszmar! Nigdy nie wchodziłam do pokoju trzeźwa. Oto główne drzwi - tak bardzo przeze mnie uwielbiane! (Recepcja jest dobra na weekendy, jednak jeżeli chcesz zachować trzeźwość umysłu w ciągu tygodnia, wchodzenie przez recepcję nie jest wskazane)
PS. Piszę tego posta z nerdowskiego miejsca koło recepcji - wraz z Włochami, którzy właśnie się zarejestrowali. Jeden z nich gra marsz pogrzebowy na pianinie. Jest fajnie. Cudowne wolne popołudnie w hostelu... Aaaha, i kupiłam aparat fotograficzny. Nie wiem czy widzicie różnicę...?
A teraz bonus w postaci zdjęcia autorki na włościach. Łypie z okna:
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz