czwartek, 10 kwietnia 2014

Dealing with the laundry.

Kiedy pytasz o pranie: -Owszem, mamy - pranie, suszenie - co tylko chcesz! -  "Wspaniale!" - pomyślałam. Umknął mi jeden malutki szczegół: trzeba zapłacić za tą przyjemność 200 CZK, czyli w przeliczeniu na nasze 25/30 zł. Nie byłoby problemu gdybym nie miała 20 szmat na krzyż. Muszę robić pranie mniej więcej raz na tydzień. Poza tym pranie w hostelach robi się częściej - wszystko przesiąka różnego rodzaju dymem (papierosowym, dymem z zielska, ogólnym smrodem imprezowym...). Hm. Bartek mieszka nieopodal, więc może u niego? Tak. Pierwsze pranie było u Bartka. Wyprałam, rozwiesiłam u niego, przeczekałam dwie doby żeby dobrze wyschło i wróciłam po pranie. Odkąd poznałam J., sprawa się trochę komplikuje. Nadano mi przydomek "Laundry slut", bowiem wykorzystuję facetów, żeby zrobili mi pranie :) Jednak ostatnio bardzo chcę robić pranie u J., bo przy okazji go też widuję :) J. mieszka ulicę od hostelu, ale mieszka ze współlokatorami i nie bardzo pozwala mi rozwieszać swoje czyste brudy u niego. Pranie? Oczywiście! Ale z czystymi ciężkimi mokrymi szmatami już musisz radzić sobie sama. Właśnie wróciłam z jednej takiej praniowej przechadzki. Boli mnie każdy mięsień od dźwigania kilogramów mokrych szmat. Poniżej widać efekty radzenia sobie z mokrym praniem (nie, nie mam suszarki):






Okno rządzi. Jest obwieszone szmatami jak stragany na odpuście. Tak oto rezydent hostelowy radzi sobie z praniem. Dzięki Panie za przyjaciół. Inaczej poszłabym z torbami (pełnymi brudnych szmat) nie wiadomo dokąd...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz