niedziela, 13 kwietnia 2014

Znikające rzeczy w hostelu.

Zapalniczki giną mi notorycznie. Ja sama też mam kilka nieswoich zapalniczek. Jest trochę trudno zapanować nad rzeczami, kiedy ponosi cię melanż przy hostelowej recepcji. Sama znalazłam kiedyś zapalniczkę z Clown&Bard w mojej kieszeni...


Nie o zapalniczki jednak chodzi. W ostatnich dniach, kiedy jeszcze mieszkałam w "Silver", a goście zaczęli już się zjeżdżać (w tym Polacy), zaczęły mi notorycznie ginąć szampony, żele pod prysznic, szczoteczki i pasty do zębów! Co ci ludzie?! Nie biorą nic ze sobą w podróż, a potem zbierają żniwa po hostelach. Z Maki. zawsze wszystko jest proste: zostawiałyśmy kosmetyki w łazience i to są twoje rzeczy, to są moje rzeczy, nie ruszamy sobie nawzajem rzeczy. A tutaj nagle rozbój w biały dzień! Zostawiłam nadal kosmetyki w łazience ze względu na wygodę. Wierzyłam, że będą nienaruszone. Jednak życie sprawiło, że musiałam kupić 3 nowe szampony, 2 szczoteczki i jedną pastę. Teraz bardzo się cieszę, że znów dzielę piętro tylko z Maki. Rzeczy już mi nie giną...
Nie chcę nikogo oskarżać, być może sprzątaczka wyrzuciła te rzeczy myśląc, że należą do turystów, którzy się wyprowadzili z hostelu. Nie wiem. Jednak niesmak pozostaje - idę sobie z ręcznikiem przez korytarz, nastawiona na czyszczenie, a w łazience widzę jedynie płyn do higieny intymnej - i to jeszcze nie mój! No nic. Musiałam użyć płynu do higieny intymnej. Było za późno na wychodzenie do sklepu - wszystko już było zamknięte. Cóż, cała pachniałam jak czysta wagina :)
Taki jest urok dzielenia przestrzeni prywatnej z innymi ludźmi.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz