czwartek, 10 kwietnia 2014

From Silver to No name.

Od początku było mówione, że hostel to tylko tymczasowe rozwiązanie. Kiedy przyjdzie sezon i ludzie zaczną przyjeżdżać, będę musiała sobie poszukać innego schronienia. Nie bardzo chciałam odchodzić zważywszy na to, jak bardzo mi się tu podoba i jak bardzo chcę tu zostać. Pogodziłam się jednak z faktem, że pod koniec marca będę musiała powiedzieć "bye bye Silver i bye bye Clown and Bard" - jeśli nie na zawsze, to na jakiś czas...

Pewnego dnia podchodzi do mnie T.:
- Nadal szukasz pokoju?
- Taaa, właśnie byłam oglądać jedno mieszkanie. Miałabym mieszkać z jakimś Adamem. Kurczę, facet ma prysznic w kuchni i żadnych drzwi do kuchni! On faktycznie chce mnie podglądać pod prysznicem... T., ja już tracę nadzieję.
- Znalazłam ci pokój w hostelu. Możesz zostać. Jest to pokój nieotwarty na sezon, możesz tam zostać jak długo chcesz. N. ci go wyremontuje i możesz się przenieść za dwa tygodnie.
Moje szczęście nie znało granic! W tym momencie kochałam T. tak mocno, że chciałam ją wyściskać ze wszystkich stron!

Dziś jest ten dzień. Przenoszę się z "Silver" do pokoju, który nie ma nazwy. Wymyślę jakąś potem. To jest MÓJ pokój. Wyremontowany tak jak ja chcę i umeblowany tak jak mi się podoba. Podczas przeprowadzki zrobiłam kilka zdjęć:


Stan surowy przedpokoju.




Stan surowy pokoju. MOJEGO pokoju.





Łazienka z wielką wanną. Ja śnię!

Krążę między piętrami z uśmiechem na ustach. Dobrze się dzieje. Znalazłam dom. Dom pełen radości, szczęścia i gości.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz